- Wbiegliśmy na łąkę przedarliśmy
anal |Samochody |Meble tapicerowane
„— Wbiegliśmy na łąkę, przedarliśmy się przez ten krąg... To była Basia...
Zabłocki nagle urywa, długą chwilę milczy. Tamten obraz musiał sobie odtworzyć na nowo, w całej jego makabrycznej ostrości, bo oddycha ciężko, jak człowiek bardzo utrudzony, a czoło pod zmierzwioną strzechą włosów pokrywają mu drobne kropelki potu. Kiedy zaczyna znów mówić głos mu się rwie i brzmi inaczej niż poprzednio, jest jakby zmatowiały, lekko ochrypły.
— To była Basia — głośno przełyka ślinę. — Chyba taka, jak w tym jej śnie. Całą twarz miała we krwi, w zakrzepłej krwi. A twarz zmasakrowana. I wszędzie ta krew na żakieciku, na polu koło głowy... W oczach mi pociemniało, słabo mi się zrobiło, a wiedziałem, że nie wolno mi zemdleć, że muszę patrzeć i widzieć, że muszę zapamiętać. I kiedym się tak ze sobą mocował, kiedym się wreszcie przemógł, jak przez watę usłyszałem krzyk. To żona krzyczała. Raz tylko krzyknęła i padła obok Basi, na ziemię... Teraz i ja krzyknąłem, że zabił ją ten w gumiakach!
— Dlaczego „w gumiakach", a nie po prostu Szarzyński
— Tak zawołałem „w gumiakach". Może dlatego, że wtedy, na drodze, wpadły mi w oczy. Błyszczały jak pociągnięte lakierem...
Kazimierz Zabłocki z paczki „Popularnych" wyjmuje kolejnego papierosa, ale zerknąwszy na zegarek nie zapala, podnosi się z krzesła.“(3)
Kotły |Wakacje |hotele zakopane
„— Wbiegliśmy na łąkę, przedarliśmy się przez ten krąg... To była Basia...
Zabłocki nagle urywa, długą chwilę milczy. Tamten obraz musiał sobie odtworzyć na nowo, w całej jego makabrycznej ostrości, bo oddycha ciężko, jak człowiek bardzo utrudzony, a czoło pod zmierzwioną strzechą włosów pokrywają mu drobne kropelki potu. Kiedy zaczyna znów mówić głos mu się rwie i brzmi inaczej niż poprzednio, jest jakby zmatowiały, lekko ochrypły.
— To była Basia — głośno przełyka ślinę. — Chyba taka, jak w tym jej śnie. Całą twarz miała we krwi, w zakrzepłej krwi. A twarz zmasakrowana. I wszędzie ta krew na żakieciku, na polu koło głowy... W oczach mi pociemniało, słabo mi się zrobiło, a wiedziałem, że nie wolno mi zemdleć, że muszę patrzeć i widzieć, że muszę zapamiętać. I kiedym się tak ze sobą mocował, kiedym się wreszcie przemógł, jak przez watę usłyszałem krzyk. To żona krzyczała. Raz tylko krzyknęła i padła obok Basi, na ziemię... Teraz i ja krzyknąłem, że zabił ją ten w gumiakach!
— Dlaczego „w gumiakach", a nie po prostu Szarzyński
— Tak zawołałem „w gumiakach". Może dlatego, że wtedy, na drodze, wpadły mi w oczy. Błyszczały jak pociągnięte lakierem...
Kazimierz Zabłocki z paczki „Popularnych" wyjmuje kolejnego papierosa, ale zerknąwszy na zegarek nie zapala, podnosi się z krzesła.“(3)
Kotły |Wakacje |hotele zakopane